Lekcja upadania

Za oknem mróz czaruje wzory na szybie. Okna jak okna, tylko brak klamek przypomina mi brutalnie o miejscu, w którym się znalazłam. Nie planowałam tego. I nadal uważam, że trafiłam tu przez pomyłkę. Nikt mnie nie spytał, w jakiej intencji wzięłam te leki. Cóż. Całe pudełko w jedną noc – powód niby nasuwa się sam, a jednak nie. Nie. Nie chciałam się zabić. Chciałam się wyspać. Zasnąć. Wyciszyć chaos myśli, który jak nocny zwierz wyszedł na żer i rozpoczął łowy.

To właśnie nocą, kiedy życie zostawia nas w ciemności sam na sam ze sobą, budzą się najgłębiej skrywane demony. Opadają maski. Te, które tak szczelnie nosimy za dnia, żeby przypadkiem nikt nie wiedział, co naprawdę czujemy. Tak było tamtej nocy. Czułam się, jakby w jednej chwili całe życie przyszło do mnie po radę. Jakby wszystkie zmory, wspomnienia, lęki rzuciły się na mnie jak zwierz na ofiarę. Tak. Byłam ofiarą. Sama się nią stworzyłam, choć nie celowo. Tamtej nocy chciałam uciszyć myśli. Wyspać się. Nikt o to nie pytał, więc wyciągając najprostsze wnioski zawieźli mnie TAM.  Tam, gdzie nigdy nie spodziewałam się trafić. Ja?! Znacie to uczucie, gdy wszystko, co dookoła was się dzieje mieni się jak jakiś zły sen? Ciężko opisać to przerażenie. Ciężko opisać bezsilność… Sięgnęłam dna.

Słońce wzeszło. Mroźna sztuka na szybach mieniła się w świetle. Drugi tydzień budzę się w tym łóżku. Drugi tydzień słyszę chrapanie Carycy i ciche westchnienia Babci. Moje współlokatorki były tu już kiedy tu trafiłam i pewnie zostaną, po moim wyjściu.

Caryca – ubezwłasnowolniona przez rodzinę elegancka pani, drobnokradka i zawszeracja. Niegroźna, klasyczna teściowa z czarnego humoru. A Babcia? Jeżeli rozpacz matki patrzącej na powolną śmierć swojego syna, a później na rozpad małżeństwa córki może być powodem, do złamania pewnej granicy wytrzymałości – to właśnie tą granicę przekroczyła Babcia. Dobra dusza. Troskliwa, choć smutna. Niosła mi pomoc i otuchę w trudnych chwilach.

Nie każdy szpital tego typu, to obraz i sceny, jak z chorroru. Szpital dla ludzi wrażliwych – tak o nim myślę. Kogo jeszcze poznałam? Była Śpiewaczka operowa, która codziennie z rana trenowała swoje kwestie. Była mama ciężko chorej dziewczynki, która każdą cząstką siebie pragnęła zdrowia swojego dziecka. Pragnęła go tak mocno, że sama zachorowała. Była Tula – mocno chora pani, jednak nikt na całym oddziale tak nie pragnął bliskości jak ona. Była Mamcia – mama trójki dzieci, której również życie nie oszczędzało. Mojżesza znali wszyscy. Jej pielgrzymka po korytarzu zaczynała się od wczesnych godzin porannych, a kończyła późnym wieczorem. Ta mocno religijna pani wierzyła, że ma romans z pewnym kapłanem. Nikt nie wie, jak było naprawdę. Nie wnikałam. Byli tam też ludzie jak ja. Tacy, którzy za długo byli zbyt silni. Tacy, którzy pogubili się i nie wiedzieli jak wrócić. Tacy, którzy potrzebowali odciąć się od świata, żeby odnaleźć siebie.

Po dwóch tygodniach uczyłam cha-chy na szpitalnych korytarzach, czytałam książki wszelkiego rodzaju, oglądałam komedie romantyczne pod kocem ze Śpiewaczką, Mamcią i Milczką, w konspiracji przed pielęgniarkami ładowałam telefon i spędzałam czasem nawet pięć godzin na sali odwiedzin. Odpoczęłam. I wiecie co? To „dno” było moim nowym początkiem.

Dwa tygodnie urlopu w roku to nie wymysł. Nawet najsilniejsi ludzie potrzebują czasem zostać sami ze sobą. Odizolować się. Odetchnąć. Nabrać w płuca powietrza do dalszej drogi.

Nieplanowany, przymusowy i pechowy pobyt na oddziale zamkniętym, ku mojemu zaskoczeniu stał się przyczynkiem i wspornikiem pod nogi, do odepchnięcia się w górę. Tak też zrobiłam – podejmując dalsze leczenie. Intensywne 12 tygodni terapii grupowej, kilka miesięcy indywidualnej i pięć (na chwilę obecną) lat autoterapii oraz nauki uważności. Ogrom ciężkiej pracy przyniósł niespodziewane efekty.

Patrzę właśnie na swojego synka. Śpi spokojnym niezmąconym troskami snem. Kto wie, co jemu życie przyniesie? Pięć lat temu nie miałam nic, nawet siebie. Pięć lat temu mój obecny mąż był tylko miłym znajomym. W pięć lat nauczyłam się o życiu więcej niż przez wszystkie wcześniejsze lata.

Życie cały czas daje lekcje. Najczęściej wtedy, kiedy najmniej się ich spodziewamy. Kiedyś myślałam, że sięgnęłam dna. Teraz uważam, że znalazłam grunt pod nogami. Nie byłabym tu, gdzie teraz jestem, gdyby nie to doświadczenie.

A Ty? Gdzie teraz jesteś i co Cię tu doprowadziło?

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

Up ↑